
Słów kilka o OCZEKIWANIACH
Pewna sytuacja z mojego życia skłoniła mnie do zgłębienia tematu oczekiwań innych wobec mnie i moich wobec innych. I widzę tu dwa aspekty. Jeden negatywny, a drugi taki, który możemy przerobić na pozytywny. Celowo użyłam sformułowania „przerobić”, bo mam na myśli pewną pracę, wysiłek, który musimy włożyć.
Czy wolno mieć oczekiwania?
To pytanie chyba najczęściej pojawia się w kontekście oczekiwań – czy wolno je mieć. Ja bym odpowiedziała, że „wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”. Może zaczniemy w ogóle od innego tematu – naszych przekonań. Bo to czy wolno, czy nie wolno posiadać oczekiwania wobec innych jest właśnie naszym przekonaniem, a przekonanie to to, co myślę na dany temat i uważam za słuszne, mój osąd, który warunkuje moje myślenie i postępowanie. Przekonania to oczywiście bardzo obszerny temat, ale na ten moment dwie rzeczy o nich. Po pierwsze – przekonania można zmieniać. Po drugie przekonania albo nam pomagają, albo nam przeszkadzają. Bo jeżeli myślę o sobie, że jestem mało zdolna i mało wartościowa (co obiektywnie nie jest prawdą, a tylko moim przekonaniem), to będzie mi to pomagało w zdobyciu nowej pracy czy nie? Myślę, że już wiesz o co mi chodzi.
Zatem wracając do oczekiwań – czy wolno je mieć? W mojej ocenie wolno, ale nie warto, bo przekonanie o tym, że wolno nie służy nikomu. Postaram się to wyjaśnić. Według słownika języka polskiego oczekiwać, to czekać na kogoś lub na coś z nadzieją lub niecierpliwością. Oczekiwanie natomiast, to jest to czego się pragnie i spodziewa. Moją uwagę zwróciło tu kilka aspektów – po pierwsze, jest to czekanie, czyli postawa bierna (siedzę i czekam, aż coś się zadzieje), po drugie z niecierpliwością, czyli bym chciała, żeby było już natychmiast, po trzecie (i to mi się podoba) – oczekiwanie to jest to czego się pragnie. Kilka słów, a może jednak akapitów rozwinięcia 🙂
Zacznijmy od tego ostatniego aspektu i spójrzmy na oczekiwania z zewnątrz. Co jest przyczyną naszych oczekiwań? Jakieś pragnienia, potrzeby, życzenia. I teraz pytanie brzmi, co ja z tym zrobię. Mam dwie drogi – postawę bierną (siedzenie i czekanie, aż ktoś zaspokoi moje potrzeby) lub postawę czynną (aktywne działanie na rzecz zaspokojenia moich potrzeb). Omówmy najpierw tę pierwszą postawę.
Postawa OCZEKIWAŃ wobec świata
Tu objawiają się dwa pierwsze aspekty definicji oczekiwań – czekanie i niecierpliwość. Gdybym miała opisać „czekanie” obrazem, to na myśl przychodzi mi poczekalnia u lekarza. Moja godzina już minęła, ja wciąż nie mogę wejść, przede mną jeszcze dwie osoby, a ja nie mogę zrobić nic, żeby to zmienić. Czekanie kojarzy mi się z bezradnością, zdenerwowaniem i kiedy o tym myślę, to pojawia się niemiłe uczucie w brzuchu. Oczywiście, są w życiu sytuacje, na które nie mamy wpływu, ale ich jest obiektywnie bardzo mało. Zastanów się teraz, czy chcesz, żeby spełnianie Twoich potrzeb i pragnień należało do kategorii „nic nie mogę z tym zrobić”?
Z oczekiwaniami kojarzy mi się jeszcze to, że najczęściej są one w ogóle niewypowiedziane, a co za tym idzie, pewnie też nieuświadomione. Pół biedy, gdyby żona powiedziała wprost mężowi, czego konkretnie od niego oczekuje. Wtedy on, z różnych motywacji, mógłby sprostać oczekiwaniom. Najczęściej jednak bywa tak, że żona oczekuje, a mąż nie ma nawet pojęcia, że ma coś do zrobienia. Jeżeli to Cię nie przekonuje, to pomyśl o konsekwencjach, które raczej nie będą przyjemne.
Konsekwencje oczekiwań:
- Wieczne niezadowolenie, bo to nie świat jest odpowiedzialny za zaspokojenie naszych potrzeb. Więcej o tym przeczytasz we wpisie o tym Do czego potrzebny jest mąż?.
- Pielęgnowanie w sobie poczucia skrzywdzenia i niezadowolenia, bo jeżeli oczekujesz od innych zaspokojenia swoich potrzeb, a nikt poza Tobą nie jest w stanie tego zrobić, to będziesz ciągle uważała, że ludzie w koło Ciebie mają zamiar i intencję krzywdzenia Cię.
- Strata naprawdę wartościowych i pięknych doświadczeń – jeżeli uważasz, że ludzie muszą się zachowywać tak, jak tego oczekujesz, to ograniczasz im możliwość zrobienia dobra inaczej. Jest przecież wiele sposobów jego realizacji – można upiec tysiąc ciast i każde będzie pyszne, ale inne. Możesz przegapić okazję do zobaczenia u kogoś pięknej cechy i okazję do rozwoju samej siebie.
- Przegapienie okazji do zaspokojenia potrzeby – to trochę tak, jakbym czekała na taksówkę, która długo nie przyjeżdża i mówiła, że nie wsiadam do autobusu, bo oczekuję taksówki. Jeżeli wymyśliłam jedyny możliwy sposób na zaspokojenie mojej potrzeby i nie zauważam innego, to jest to nawet podwójna strata.
Postawa ODPOWIEDZIALNOŚCI za swoje potrzeby
A gdyby tak wziąć byka za rogi? Posiadanie potrzeb, pragnień i życzeń jest zupełnie naturalne, potrzebne i dobre. Ponadto, angażowanie innych ludzi w ich spełnianie i zaspokajanie jest ważne i dla mnie i dla innych, ale… To ja muszę być czynnikiem aktywnym, bo nikt nie wie jakie są moje potrzeby (więcej o tym we wpisie 5 kroków jak stać się JESZCZE LEPSZĄ ŻONĄ). Wzięcie odpowiedzialności, także za swoje emocje (Jak ogarnąć emocje?), jest niezbędne, a rezultatem tego jest dawanie innym wolności w relacji. Ja mogę prosić mojego męża o to, żeby zmienił coś w sobie, ale czy mogę rozkazać mu, że ma być całkiem inny niż jest i to natychmiast, bo ja tak żądam? No nie wiem… Dobra, męża to sobie jeszcze mogę wybrać, ale czy mogę rozkazać sąsiadce, żeby przestała uprawiać różowe kwiaty, bo mi się nie podobają? Może pomyślisz, że nieadekwatny przykład, ale dobrze obrazuje wolność do bycia innym, do życia inaczej. Nieznośne byłoby to, gdybyśmy byli tacy sami. Oczywiście, to, że jesteśmy tak różni bywa trudne, ale dzięki temu możemy mówić, że 1+1 = 11 🙂
A jak poradzić sobie z oczekiwaniami innych?
Tu trzeba zaznaczyć dwa aspekty – jeden to ja, moja postawa i moje zachowanie, a drugi aspekt to ta druga osoba, która ma oczekiwania – jej postawa i zachowanie. Co ja mogę zrobić w momencie, kiedy ktoś ma oczekiwania wobec mnie:
- Odnajdywać w sobie pokłady cierpliwości i wyrozumiałości dla takiej postawy, choć to może być bardzo trudne. Często z tymi oczekiwaniami spotykamy się wśród naszych najbliższych, a za tym idzie duże zaangażowanie emocji, co raczej nie ułatwia sytuacji.
- Przyjąć empatyczną postawę i zapytać o co tak naprawdę mu chodzi, jaka stoi za tym potrzeba i być może zaspokoić tę potrzebę inaczej lub nawet w sposób oczekiwany, ale w wolności.
- Wyjaśnić, gdzie jest moja odpowiedzialność, a gdzie tej drugiej strony, zapewnić o tym, że chce się jej pomóc, ale nie zawsze musi to oznaczać spełnienie danego oczekiwania.
- Proponować konstruktywne rozwiązania, na które zgodzą się obie strony.
- Pracować nad sobą, swoją asertywnością (czyli umiejętnością postawienia granicy, ale w sposób nieraniący drugiej strony) oraz dobrą komunikacją.
- Zachęcić do przeczytania tego wpisu lub czegoś innego, co pomoże zrozumieć do czego mogą doprowadzić oczekiwania.
Próbowałam w tym wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ja mam jakieś oczekiwania wobec kogokolwiek… Wydaje mi się, że nie mam w ogóle w głowie takiej kategorii. Ja myślę o tym, jak z pomocą kogoś innego mogę zaspokoić moje potrzeby, pragnienia i życzenia. W szerszej perspektywie również, jak mogę zorganizować zaspokojenie potrzeb innych ludzi, na których zależymy mi z różnych powodów. Myślę sobie też, że jedyną osobą na całym świecie, od której mogłabym czegoś oczekiwać jest mój mąż, bo jako jedyny oficjalnie przysięgał mi określone sprawy (zatem też nie wszystkiego mogę oczekiwać). Ale w gruncie rzeczy, ja nie chcę niczego oczekiwać – ja chcę prosić, angażować, zachęcać, ale nie chcę oczekiwać. Najgłębiej w sercu oczekiwanie kojarzy mi się z krzywdą wobec samej siebie i innych, dlatego, że wiąże się z frustracją, która zamyka w złych emocjach i powoduje niemoc rozwojową, a ja tego nie chcę, ani dla mnie, ani dla Ciebie. Oczekiwania kojarzą mi się z zawiedzioną nadzieją i to mi się wcale nie podoba. Ja chcę żyć odpowiedzialnie, odważnie, w zgodzie ze sobą, dlatego biorę byka za rogi J. A Ty?
A Ty co myślisz o oczekiwaniach? Często się nimi spotykasz? A może sama złapałaś się na tym, że formułujesz je wobec innych?
źródło zdjęcia freepik.com



