Do czego potrzebny jest mąż?


Taki lekko prowokacyjny tytuł, ale spokojnie, nie zamieram uprzedmiotawiać nikogo. Chcę sobie tylko porozważać pewne kwestie, a nieco kontrowersji może w tym pomóc. Dla podbicia atmosfery mogłabym nawet zadać pytanie „do czego służy mąż?”. Robię to specjalnie po to, żeby ukazać pewien absurd takiego myślenia. Odnoszę wrażenie, że właśnie tak często patrzymy na innych ludzi – oni są nam do czegoś potrzebni – często dlatego, że same czujemy się niepełne i niepewne, ale to inny temat. W ogóle mąż nie służy do niczego, bo nie jest rzeczą, która ma do czegoś służyć i tu chcę, żeby była jasność. Zachęcam przy tej okazji do rachunku sumienia z myślenia o mężu – serio. Kilka punktów dla podpowiedzi.

Do czego mąż nie służy?

Po pierwsze mąż nie służy do tego, żeby spełniać nasze potrzeby. Naprawdę to nie mąż jest odpowiedziany za to, czy nasze potrzeby są zaspokojone – mówię zwłaszcza o potrzebach psychicznych. Z potrzebami materialnymi może być tak, że umówicie się, że to z pracy zarobkowej męża utrzymujecie Waszą rodzinę i wtedy poniekąd mąż jest za to odpowiedzialny, ale to nie dzieje się z automatu, a z umowy. Wróćmy jednak do tych potrzeb psychicznych. Wydawać by się mogło, że to właśnie mąż jest odpowiedzialny za to, żebyśmy czuły się kochane, rozumiane itp., a ja powiem Ci, że to nieprawda. Sama jesteś odpowiedzialna za swoje szczęście. Zdaje się, że już tu wspominaliśmy, że człowiek ma wolną wolę i rozum, a za tym idzie właśnie odpowiedzialność. Oczywiście, rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana niż powyższe zdanie, jednak, wciąż to my jesteśmy odpowiedzialne za siebie. Może ujmę to z innej strony – nikt nie będzie w stanie zmusić Cię do szczęścia, jeżeli sama tego nie będziesz chciała. Tak samo jest z naszą potrzebą bycia kochaną, czy każdą inną. Oczywiście, mąż odgrywa bardzo ważną rolę w zaspokojeniu tej potrzeby, ale wciąż – to nie jego odpowiedzialność. To trochę jak z wodą – póki po nią nie sięgniesz, póty Twoje pragnienie nie zostanie zaspokojone. Jeżeli Twój zbiorniczek miłości nie jest napełniony, to poproś o to – powiedz mężowi, że potrzebujesz przytulenia, wspólnego czasu (zaproś go na randkę, a inspiracje znajdziesz tu), wyjaśnij swój punt widzenia, żeby mógł Cię zrozumieć. Możesz wprowadzić jakiś nowy zwyczaj w Waszym domu, który pomoże w realizacji tej potrzeby – np. codziennie, kiedy mąż wróci, zapytaj go jak minął mu dzień, przywitaj go z uśmiechem. Bądź kreatorem zmiany, miej w sobie postawę proaktywną.

Ponadto, mamy różne potrzeby, które można zaspokajać na różne sposoby, przy udziale różnych osób. Mam na myśli to, że jeżeli Ty lubisz chodzić do teatru, a mąż nie, to idź tam z przyjaciółką. Oczywiście, dobrze jest umieć przyjmować postawę „nie chcę, ale mogę to zrobić, bo to ważne dla Ciebie”, ale jeżeli Twój mąż aktualnie nie ma w sobie tej postawy, to znajdź inny sposób na zaspokojenie swojej potrzeby. Przecież nie chodzi o to, żeby zmusić męża do wyjścia do teatru – nikt na tym nie zyska. Choć, nie zapominajmy o tym, że są takie potrzeby, których zaspokajanie jest przynależne tylko mężowi – wtedy znajdź sposób na zachęcenie go 🙂

Po drugie, mąż nie służy także do wyręczania nas w niewygodnych dla nas rzeczach, albo takich których najzwyczajniej nie chce się nam zrobić. Ja sama kiedyś złapałam się na tym, że nie chciało mi się (nie, że byłam zmęczona, tylko zwyczajnie mi się nie chciało) powiesić prania, więc powiedziałam Mężowi, żeby to zrobił – on zrobił, a ja się czułam beznadziejnie. Mąż to nie służący, który ma zrobić to, czego mi się nie chce. Mamy sobie wzajemnie pomagać, nawet wyręczać się w różnych obowiązkach, ale niech to się odbywa z miłości, a nie przymusu.

Z tym tematem wiąże się również oczekiwanie spełniania zachcianek, czyli chwilowej ochoty na coś. Zachciało mi się lodów, więc niech mąż leci do sklepu. Zachciało mi się iść do kina, to niech mąż mnie zabiera… I znowu – nie ma nic złego w poproszeniu męża o to, ale jaka intencja stoi za tym? Prosisz go, dając mu wolność do podjęcia decyzji, czy oczekujesz, że niezwłocznie wykona polecenie?

No dobrze, bo zrobiło się ta trochę ciężkawo. Ale to chyba dobrze, rachunek sumienia nie powinien być milutki, a raczej skuteczny. Mam nadzieję, że, nawet jeżeli gdzieś zobaczyłaś siebie, to wiesz, że wszystko można zmienić. Oczywiście, zachęcam Cię do metody małych kroczków, w celu stawania się JESZCZE LEPSZĄ ŻONĄ.

Teraz trochę o tym, do czego mąż „służy”

Znów ta przewrotność 🙂 Mąż świetnie nada się to tego, żeby:

  1. Uczyć nas wychodzenia z egoizmu – kiedy ja się zastanowię ile razy, nawet dziennie, muszę wyjść ze swojego egoizmu dla dobra naszej rodziny, to myślę sobie, że naprawdę nie ma lepszej szkoły miłości. Ostatnio mam takie obserwacje, że ludzie, którzy mieszkają sami, mają dużo mniej okazji do tego, żeby pokonywać swój egoizm, co oczywiście ma swoje skutki. Taka socjologiczna obserwacja 🙂
  2. Uczyć się wzajemnego wspierania – czyli życzliwego towarzyszenia sobie na co dzień. Nie wytykania sobie błędów i pokazywania czego jeszcze nie wiemy i nie umiemy, ale właśnie doceniania się i wspierania w codziennej walce.
  3. Pomóc nam zaspokoić nasze potrzeby – słowo kluczowe POMÓC nam, a nie zrobić to za nas. Zachęcam Cię – weź odpowiedzialność za swoje potrzeby i znajdź dobre i mądre sposoby ich zaspokojenia, choć pamiętaj też, że nie da się ich zaspokoić w 100%.
  4. Pomóc nam stawać się jeszcze lepszą wersją nas samych – aż się zachwyciłam, myśląc o tym, jak miłość może nas rozwinąć. Serdecznie życzę Ci, żebyś budowała takie małżeństwo, gdzie tak właśnie będzie.
  5. Czasami powiesić skarpetki, kupić nam lody, załatwić niewygodną sprawę i… Można by tak długo jeszcze wymyślać. Mężowie mają wszechstronne uzdolnienia, na pewno nie znamy ich wszystkich. I cudowne jest to, kiedy się wpieramy, uzupełniamy, jesteśmy wrażliwi na wzajemne potrzeby, ale za tym musi stać wzajemna miłość.

Ja przeszłam przez stadium pierwsze – niezadowolona żona z oczekiwaniami, do stadium drugiego – żona dająca miłość, wychodząca z egoizmu, wrażliwa na potrzeby męża, a nade wszystko odpowiedzialna za to co myślę i czuję. Droga nie była łatwa, szybka i przyjemna, ale nie żałuję. W ogóle, to ja myślę, że warto się czasem potrudzić, bo sprawom wartościowym należy się nieco wysiłku. Jestem przekonana, że każda z nas może zrobić coś dobrego dla swojego małżeństwa. Zawsze należy zacząć od pierwszego, nawet najmniejszego kroczku – może jutro uśmiechniesz się na widok wracającego do domu męża.

A Tobie do czego jeszcze „służy” mąż?

źródło zdjęcia freepik.com

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *