
Jesienne sukcesy Jeszcze Lepszej Żony
Zaczął się grudzień i niby to jeszcze jesień, ale już bardziej zima jednak… Zimno, ciemno i jakoś tak ciężko. Ale pomyślałam sobie, a nawet przeczytałam w kilku książkach, że lepiej nam się robi, kiedy pomyślimy o czymś dobrym, co nas spotyka, a nie czymś trudnym. A nawet jak jest trudno, to można dostrzec w tych trudach jakieś pozytywy. To trochę tak, jak kupisz nowy samochód, to nagle widzisz w koło dużo samochodów tej marki, a wcześniej jakby ich nie było… Wyostrza nam się widzenie pewnych rzeczy i wydaje nam się, że zmienia się nasze otoczenie, a to w sumie nie prawda – zmienia się nasze postrzeganie rzeczywistości, my się zmieniamy. Wprowadzam zatem zwyczaj mówienia o swoich sukcesach u Jeszcze Lepszych Żon. Na miarę każdej z nas, naszych sukcesów. Bo jeśli zaczniemy zwracać na nie uwagę, to wierzę, że nasze życie stanie się lepsze. Ja w to wierzę, a naukowcy badają – wszyscy dochodzimy do tych samych wniosków 🙂 Ciebie też zapraszam do drużyny sukcesu!
Na początku chciałabym wyróżnić dwa rodzaje sukcesów. Pierwszy to taki, który dotyczy tego w czym już jestem dobra, co mi wychodzi, w czym czuję się dobrze. To są sukcesy, które budują nasz kapitał, coś z czego możemy skorzystać zawsze. Na przykład, jeżeli świetnie umiem gotować zupę z dyni, to zawsze będę mogła skorzystać z tej umiejętności, nawet w momencie kryzysowym. To trochę tak, jak zbieranie oszczędności – jeżeli nadejdzie moment, w którym potrzebuję, to sobie skorzystam z moich zasobów. Czyli – pierwszy rodzaj sukcesów to te, które pochodzą z zasobów zdobytych wcześniej i dziś już je mam. Myślę sobie, że często nie doceniamy tego rodzaju sukcesów (ja również). Myślimy sobie, że co to za sukces ugotować zupę z dyni. Ja bym powiedziała, że całkiem spory, jak dla mnie, bo ja takiej gotować nie umiem. Może dlatego, że nigdy jeszcze nie spróbowałam. I to właśnie przechodzimy do drugiego rodzaju sukcesów – takich, które przybliżają nas do umiejętności, które chcemy zdobyć, celów, które chcemy osiągnąć. Tu mieszczą się rzeczy i sprawy, których jeszcze nie robiłyśmy, które nie są dla nas super proste, które wymagają dużo więcej wysiłku i na które najczęściej pracujemy celowo – postanawiamy, że chcemy coś zrobić lub osiągnąć. To trochę tak, jakbyśmy szukali dodatkowej możliwości zarobienia pieniędzy po to, żeby powiększyć ten nasz, już zgromadzony kapitał, z którego zawsze możemy sobie skorzystać. Ten rodzaj sukcesów chyba bardziej nas cieszy, bo ich osiągniecie jest trudniejsze.
Zapraszam Cię na przegląd moich sukcesów – tych z kategorii nowości. Na końcu zamieściłam dla Ciebie karty pracy, bo wiem, że mówienie, a nawet myślenie o naszych sukcesach bywa dla nas trudne. A w komentarzach czekam na Twoje sukcesy – przecież je masz! Podziel się nimi i niech to będzie inspiracja dla kogoś! Bądź kobietą dobrego wpływu.
1. Blogowanie
To chyba mój największy sukces. Założyłam bloga, udaje mi się regularnie pisać, nawet ktoś to czyta J Niektórym nawet się podoba. Uważam to za mój największy sukces, bo odważyłam się wejść na drogę realizacji swojego marzenia. Bardzo bym chciała, żeby wszystkie kobiety były ze sobą naprawdę szczęśliwe, spokojne, zadowolone, żeby czuły się piękne, mądre i zaradne. Wiem też, że to wszystko jest możliwe i wiem, że zaczyna się w głowie – ja to sobie zrobiłam! Oczywiście, wciąż pracuję nad sobą, ale jest coraz lepiej. Koniecznie pobierz karty pracy (na końcu wpisu), bo to pierwszy krok na drodze do dobrego myślenia o sobie – Twoje sukcesy.
A może sukcesem jest jednak to, że wciąż piszę (od kilku miesięcy), a Ty wciąż to czytasz. 🙂
2. Konto Jeszcze Lepszej Żony na FB i IG
Założyć bloga to jeszcze pikuś (przepraszam – Pan Pikuś), bo ostatecznie nikt nie musi o nim wiedzieć. Wtedy to jest takie trochę współczesna forma pisania do szuflady. Ale jak ogłasza się to światu, to stres jest nieco większy. I wiecie co? NIC! Bardzo się cykałam, przed publikacją w MS swoich treści, a w gruncie rzeczy to trochę niepotrzebnie, bo po pierwsze ludzie odebrali to raczej pozytywnie, a po drugie to śmiem nawet twierdzić, że sporo moich znajomych nawet tego nie zauważyło. Lubimy myśleć o sobie, jako o pępku świata, a tak naprawdę, to bez przesady… Jesteśmy super ważne, ale nie aż tak 🙂
Trochę mi niektórzy dokuczają, że oto idzie ta, co z mężem się umawia (przeczytaj o co chodzi), ale to pewnie dlatego, że im się podoba, ale wstydzą się powiedzieć 🙂
3. Miłość do asertywności
To pojęcie zawsze kojarzyło mi się negatywnie i przypuszczam, że wielu z Was również. Dla mnie było o tyle trudniejsze, że mam dość wybijający się charakter, lubię mieć swoje zdanie i nigdy szczególnie nie miałam problemów z jego wyrażaniem, jednak… Nie zawsze potrafiłam zrobić to tak, jak należy (pewnie nie raz sprawiłam komuś przykrość), a ludzie z drugiej strony też nie potrafili sobie z tym poradzić, nawet jeżeli z komunikatem było wszystko w porządku i skutkiem tego było sporo niemiłych sytuacji. Wszystko zmieniło się, gdy zrozumiałam o co chodzi z moimi emocjami (koniecznie przeczytaj o tym tu) i zaczęłam interesować się o co tak naprawdę chodzi w tej asertywności. Dziś uważam, że ona dużo ułatwia – kilka razy się o tym przekonałam. Mam nawet pewien pomysł na projekt dla Jeszcze Lepszych Żon, ale niech to będzie na razie pewną tajemnicą.
4. Książki, książki i jeszcze raz książki
Uwielbiam czytać! Trochę dlatego, że to świetna wymówka, żeby nie robić nic innego, ale nie tylko. Przeczytałam w swoim życiu naprawdę sporo książek – zasadniczo zawyżam statystyki czytelnictwa w Polsce 🙂 To właśnie dzięki książkom jestem dziś tu, gdzie jestem, robię to co robię. To w nich znajdowałam wielokrotnie odpowiedzi na pytania, z których istnienia nawet nie zdawałam sobie sprawy, a zmieniały moje życie! O dwóch książkach, które zmieniły moje życie możesz przeczytać nawet tu i tu. Jesienią przeczytała lub nadal czytam (bo mam kilka na raz rozpoczętych) około 10 książek. Największe wrażenie robi na mnie Głaskologia Miłosza Brzezińskiego. Pewnie jeszcze o niej napiszę. W podjęciu decyzji o umieszczeniu mojego pierwszego wpisu na blogu pomogła mi też bardzo książka Marie Forleo Wszystko da się ogarnąć. To chyba jest trochę idea mojego życia – ja myślę, że każdy problem da się rozwiązać. Tak lubię tę książkę, że nawet polecałam ją raz jednej pani w Biedronce, bo akurat zastanawiała się co kupić sobie na miesiąc siedzenia w domu.
Odnośnie książek to jest jeszcze pewna anegdotka. Ja mam świetną pamięć, ale baaaardzo krótką. Do tego stopnia, że naprawdę mnóstwa rzeczy nie pamiętam – książek, które przeczytałam też. Ostatnio przydarzyła mi się bardzo zabawna historia – zaczęłam czytać Zaczynaj od dlaczego i byłam przekonana, że nigdy wcześniej nie miałam tej książki w ręce. Czytam sobie spokojnie pierwszy rozdział i co rusz natrafiam na fragmenty, które wydają mi się dziwnie znajome. Wychodzi na to, ze już kiedyś jednak miałam tę książkę w ręce, ale nawet na torturach bym sobie tego nie przypomniała. Postanowiłam zatem zacząć zapisywać książki – po prostu robię sobie notatki. To jest fajne też dlatego, że czasami, kiedy jestem zmęczona, to nie do końca dociera do mnie o czym właśnie czytam, a jeżeli muszę zapisać coś, to się lepiej koncentruję. Poza tym, czasami coś mi się skojarzy z czymś innym i też to sobie notuję. Zdarza się, że podkreślam nawet coś w książce i to wcale nie ołówkiem!
5. Wyzwanie deski
Od zawsze, moim ulubionym sportem było leżenie na kanapie (tam się dobrze czyta). Sport, to nie jest moje ulubione zajęcie, ale wiem też, że jednak ruch jest bardzo ważny. Chociażby dlatego, że zaczęłam się czuć nieco gorzej i tęsknić za moim zajęciami fitnessu. Postanowiłam kupić sobie matę do ćwiczeń (różową!). Próbowałam szukać nawet na YT jakiś ćwiczeń, ale nie do końca mi się to udało – trzeba się przebrać, ustawić jakoś znośnie komputer, żeby było widać i to było za dużo. Postanowiłam zatem robić chociaż deskę – mogę to robić dosłownie w każdym ubraniu, bez zbędnych przygotowań i zajmuje to chwilkę. Postanowiłam ambitnie zacząć od 2 minut, ale nie udało się – wytrzymałam minutę i to z wielkim trudem. Powiedziałam sobie zatem – ok, będzie minuta. I tak od początku listopada robię deskę – mam już minutę pięć. Widzę drobne zmiany w moim ciele. To też dobrze robi na charakter – wytrwać w czymś co nie jest łatwe. Jeżeli któregoś dnia nie zrobię, to mówię sobie trudno, zrobię jutro i naprawdę tak robię. Teraz mnie bardzo cieszy, że udaje mi się robić tę deskę od ponad miesiąca. To dla mnie wielki sukces na miarę moich możliwości!
6. Wyzwanie niekupowania
W październiku nieco popłynęłam z wydatkami ubraniowymi. Postanowiłam zetem cały listopad i cały grudzień nie kupować nic do ubrania. Listopad zakończył się sukcesem – nie kupiłam. Zorganizowałam za to w pracy wymianę ciuchów z koleżankami. Było przy tym sporo śmiechu, a szafa każdej z nas wzbogaciła się o kilka nowych ubrań. Chyba wrócę też do bardziej świadomego komponowania swojej szafy – to w sumie bardzo dużo ułatwia.
7. Włosing
Z tematów urodowych to obecnie interesuję się nieco włosingiem, czyli świadomą pielęgnacją włosów. Uczę się najwięcej od Agnieszki Niedziałek. Wszystko zaczęło się od tego, że kiedy w maju poszłam do fryzjera, to bardzo zwróciłam uwagę na to, że moje włosy były gładkie, sypkie i okiełznane – czyli okazało się, że można. Ja i moje włosy lubimy się średnio, ale ponieważ musimy razem żyć, to postanowiłam się z nimi zaprzyjaźnić – znana metoda – zmiany perspektywy. Teraz nieco więcej wiem i nieco lepiej się dogadujemy, ale do ideału to jeszcze nam nieco brakuje…
8. Coaching
W listopadzie zaczęłam też szkołę coachingu. Jestem bardzo ciekawa co z tego wyjdzie. Zapoznaję się z tematem, rozważam to i myślę co dobrego może z tego wyjść. Mam już kilka argumentów za (także od Miłosza Brzezińskiego – mówiłam, że sobie kojarzę różne fakty), ale daję sobie czas. Coaching ma wiele tak zwanej złej prasy, jednak ja chciałabym sama wyrobić sobie o tym zdanie. Myślę, że to tak, jak w każdym zawodzie – są artyści w swoim fachu, a są tacy, którzy nie potrafią nic i robią innym krzywdę. Ja zamierzam się znać!
9. Sukcesy pomocowe
Mam za sobą kilka rozmów, które wiem, że pomogły. Najbardziej zapad mi w pamięć jedna z nich. Po tej rozmowie ta Żona zrozumiała, że ma wpływ na swoje małżeństwo, że może zacząć zmianę od siebie – ma taką moc. I zmienia! Powoli, ale do przodu. To chyba sukces, który najbardziej mnie cieszy!
10. Notesy, zeszyty, notatniki
To obecnie moje hasło przewodnie. Mam chyba teraz sześć lub siedem różnych notesów. Niektóre służą do wszystkiego (tego się pozbywam), a niektóre są dedykowane do konkretnych tematów (do tego dążę). Jak wspomniałam wyżej, mam zeszyt do zapisywania przeczytanych książek. Trochę to trudne, bo czytam kilka na raz, ale odwracam go w różne strony. Mam też zeszyt marketingowy, gdzie zapisuję wszystko, czego się uczę w tej dziedzinie. Mam zeszyt służący do tematów blogowych, tam planuję wpisy – no dobra, bardziej staram się tam, bo wychodzi różnie. Mam też planer, który zrobiłam sobie sama z zeszytu oraz ze dwa notatniki do wszystkiego. Najbardziej lubię kołonotatniki w linię, piękne okładki lub zeszyty w kropki. Jeżeli wiecie gdzie można takie kupić, to koniecznie dajcie znać!
Chyba skończę już, bo umiar też trzeba mieć. Trochę się rozkręciłam, a nie planowałam. To chyba najlepszy dowód na to, że jak już zacznie się o tych sukcesach, to nie można skończyć – tyle ich jest.
Czekam na Wasze sukcesy, te małe i te duże! Może coś z kategorii Jeszcze Lepszego Małżeństwa, albo małej-wielkiej zmiany w Waszym życiu? Piszcie koniecznie, a same zobaczycie ile jest pięknych rzeczy w Waszym życiu.
źródło zdjęcia freepik.com
Zobacz również

4 komentarze
Joana
No w sumie to super pomysł takie wyzwanie na jeden miesiąc? próbowałam zrobić bezglutenowa pizze ale to raczej porażka niż sukces więc muszę coś innego na grudzień wymyślić… ?
Joana
To ja się muszę pochwalić że robię bardzo dobrą zupę dyniową ?
No i gratuluje deski bo ja jej nie znoszę!
Moim sukcesem będzie bezglutenowa pizza o ile mi wyjdzie bo ma razie tylko o niej myślę ale jeszcze się nie odważyłam
Jeszcze Lepsza Żona
Odwagi!
Moim kulinarnym wyzwaniem na ten miesiąc jest danie z soczewicą. Jeszcze nie wiem co by to mogło być 🙂
Tojazosia
hm…wiem, że grudzień za nami..ale gdybyś jeszcze nie poznała się z soczewicą to polecam soczewicową zupę dahl z dynią 😉 takie połączenie wyzwań 😉