
Umów się z mężem na lepsze!
Na co ja się umówiłam z mężem? Wiadomo, kilka razy w życiu na randkę, ale nie o tym tu chcę pisać. Umówiłam się z moim mężem na kilka spraw, jak ma wyglądać nasze życie – zarówno sprawy błahe i bieżące, jak i dużo poważniejsze. Ale zanim o nas, to najpierw w ogóle o co chodzi.
Prawdę mówiąc, wydawało mi się, że nasze zachowanie, czyli umawianie się na pewne sprawy, jest zupełnie naturalne, czyli każdy tak robi, aż tu nagle, pewnego dnia pewna żona opowiedziała mi o tym, że u nich tak nie jest. Okazało się, że żona wymyśliła jeden sposób na coś, mąż drugi, w ogóle o tym nie porozmawiali i każdy zaczął realizować swój plan, a później to już było tylko gorzej… I na dodatek tak bywało u nich częściej. Ta sytuacja skłoniła mnie do przyjrzenia się tej sprawie głębiej. W moim przypadku chodzi chyba o to, że ja lubię jasny podział, konkretne ustalenia i dlatego intuicyjnie do tego dążę. Dziś wiem, że nie każdy tak ma, ale wiem też, że pewnych rzeczy można się nauczyć. Możesz sobie teraz zadać pytanie, czy Ty musisz się umawiać z mężem. Odpowiedź brzmi: to zależy 🙂 Ja zawsze staram się patrzeć na każdą sytuację z pytaniem „czy to mi służy?”. Jeżeli nie umawiasz się z mężem i to Wam służy – nie kłócicie się o sprawy, na które można by było się umówić, albo nie czujesz się źle z tym, jak wygląda Wasza relacja, to najwyraźniej nie musisz, ale jeśli jest inaczej, to zachęcam Cię do przyjrzenia się możliwości „umawianek”.
Po co się umawiać?
Upraszczając odpowiedź na powyższe pytanie, napiszę „żeby mieć lepsze małżeństwo”. Bo po to się tu spotykamy. Wiele małżeństw naprawdę ze sobą nie rozmawia nawet na najprostsze tematy, a ma to bardzo przykre konsekwencje dla wielu osób, nie tylko małżonków. Spróbuję wobec tego wymienić kilka szczegółowych powodów, dla których warto się umawiać na różne rzeczy z mężem (i nie tylko).
- Żeby zaoszczędzić sobie frustracji – mówisz o swoich potrzebach i prosisz męża o to, żeby pomógł Ci je zaspokoić. Konkretnie, w nawiązaniu do artykułu o 5 językach miłości, umawiasz się z mężem np. na to, że raz w tygodniu spędzacie ze sobą godzinę tylko we dwoje, albo że Ty codziennie robisz coś miłego dla swojego męża. Ale to mogą być też sprawy bardziej przyziemne – umawiasz się z mężem, że razem robicie duże zakupy raz w tygodniu i na dodatek wcześniej robicie listę zakupów. Wiele razy widziałam w sklepie nieprzyjemne sytuacje związane z wrzucaniem różnych rzeczy do koszyka przez męża czy żonę, a nieakceptowane przez drugą stronę.
- Żeby budować poczucie odpowiedzialności po obu stronach – wracając do tych zakupów, możesz tez umówić się z mężem, że kiedy on wraca z pracy, to dzwoni do Ciebie i pyta, czy nie trzeba kupić czegoś do domu – umówiliście się, że to on jest odpowiedzialny za zakupy w Waszym domu. Z tej kategorii może być całe mnóstwo „umawianek” – na przykład to, że zadajecie sobie z troską codziennie pytanie czy mogę Ci w czymś pomóc.
- Żeby było do czego się odwołać – to trochę tak jak z dziećmi i ustalaniem pewnych zasad domowych. Robimy jakieś ustalenia i to pomaga nam ogólnie orientować się w rzeczywistości. Na przykład mamy umowę, że niedziela po południu to zawsze czas dla rodziny i wtedy wiemy, że nie planujemy innych aktywności, albo jeżeli jest specjalna okazja, to wcześniej też to omawiamy.
- Żeby uwrażliwiać się wzajemnie na swoje potrzeby – tu przychodzi mi na myśl to, że możemy umówić się na pewne zachowania wobec siebie wzajemnie w sytuacjach publicznych, czyli poza domem. Może to dotyczyć na przykład tego, że kiedy idziemy na jakieś spotkanie, to umawiamy się, że mąż nie będzie zostawiał nas samych w tłumie osób, których nie znamy.
- Żeby nie było niedomówień, nerwów, złości – to przydaje się w momencie, kiedy wiemy, że mamy przed sobą jakąś trudną sytuację. Dobrze jest wcześniej porozmawiać o tym, jak ona może się potoczyć i co zrobimy w każdym z wariantów – np. kiedy się wycofamy, kiedy się zgodzimy, którą z opcji wybierzemy.
- Żeby w naszym małżeństwie było lepiej – chyba nie ma na świecie małżeństwa, czy jakiejkolwiek relacji, gdzie nie dałoby się czegoś poprawić. Zawsze możemy pomyśleć o tym, co byłoby jeszcze do poprawienia i ulepszenia. Czasami to są drobniutkie sprawy, które wytrącają nas z równowagi. Taka sytuacja z wczoraj – poprosiłam mojego męża, żeby zwracał większą uwagę na odstawienie rzeczy w to samo miejsce kiedy sprząta w łazience. Wiecie, coś ustawiłyście w jakimś miejscu, sięgacie po to automatycznie, a tam coś przestawione. Wiadomo, że to w sumie pierdoła, ale można poprosić o zwracanie na nią większej uwagi i być może będzie JESZCZE LEPIEJ.
- Żebyśmy oboje czuli się kochani – kiedy się umówimy i, co chyba najważniejsze, dotrzymamy danej obietnicy, to wtedy oboje czujemy się uszanowani, co dodatnio wpływa na nasze małżeństwo, buduje poczucie jedności i sprawczości, zwłaszcza, jeśli dzięki temu udaje nam się uniknąć kłótni, bo to kolejny punkt na liście.
- Żeby unikać kłótni – przyjrzyj się temu, o co się najczęściej kłócicie i znajdź na to rozwiązanie. Jeżeli to podział obowiązków domowych – umówicie się na lepszy podział, jeżeli chodzi o pieniądze – umówcie się na kieszonkowe, jeżeli to dzieci – ustalcie wspólną strategię rozwiązywania tych trudności.
Myślę, że kluczowe jest zrozumienie, że właściwie na wszystko można się umawiać. Chodzi o to, żeby wyjść z pewnego schematu, który teraz mamy, a który być może nam nie służy. Jak już nie raz wspominałam, w mojej naturze leży ciągłe pytanie o to „po co?” i „dlaczego?”. Staram się być twórczo niezadowolona z obecnej sytuacji i jeżeli coś wymaga poprawy, to staram się to zrobić. Oczywiście, to nie jest proste, łatwe i przyjemne, a przynajmniej nie zawsze, ale pytanie brzmi, co da większe korzyści – pozostanie bez zmiany, czy jednak włożenie nieco trudu w poprawę sytuacji.
Jak wprowadzać „umawianki”?
Być może myślisz sobie już, że teraz to na wszystko się z mężem poumawiasz, bo to świetny pomysł, ale poczekaj chwileczkę. Pamiętaj – zmiana małymi krokami, ale do przodu, bez trzęsienia ziemi. Może Twój mąż nie jest tak samo gotowy na zmianę, jak Ty. Rozważ poniższe kroki, żeby zwiększyć swoją skuteczność 🙂
Po pierwsze – zdefiniuj potrzebę, która stoi za daną sytuacją. Czyli w uproszczeniu, dlaczego chcesz się na coś umawiać z mężem. Przychodzi mi na myśl kilka powodów – źle się czujesz z jakaś sytuacją, z jakimś jego zachowaniem; często się kłócicie o coś, bo macie odmienne zdania lub potrzeby w jakimś temacie; nie radzisz sobie z jakimiś obowiązkami – jest ich za dużo, są za trudne, potrzebujesz wsparcia lub odpoczynku; zmieniły się jakieś okoliczności i potrzebna jest zmiana – masz inny system godzinowy w pracy, zaczynasz coś dodatkowego, pojawiło się kolejne dziecko. Określ dokładnie, najlepiej na piśmie, co czujesz w związku z sytuacją, którą chciałabyś zmienić. Na przykład, czuję się zmęczona i sfrustrowana, bo mam za dużo obowiązków w domu, albo czuję się bardzo dotknięta i zraniona, kiedy w towarzystwie omawiasz nasze prywatne sprawy, albo czuję się lekceważona, kiedy nie uwzględniasz moich uwag odnośnie naszych wakacji. To nie ma być festiwal żali, ale zastanowienie się co tak naprawdę stoi za jakąś emocją. Pomyśl co czujesz i dlaczego jest w Tobie ta emocja, co najbardziej i w jaki sposób Cię dotyka.
Po drugie – zastanów się, jak byś chciała, żeby wyglądała dana sytuacja. Możesz oczywiście popuścić wodzę fantazji i zapragnąć zatrudnić kucharkę, sprzątaczkę, opiekunkę do dzieci, szofera, asystentkę i zamienić męża w milionera, zawsze być piękną i szczęśliwą 🙂 Tylko, że później musisz zweryfikować te plany i odpowiedzieć na pytanie co na tę chwilę jest możliwe do zrobienia. Wypisz na kartce kilka opcji jak wyobrażasz sobie nowy podział obowiązków, listę spraw do „umawianek”, ale niech to będzie coś, co moglibyście wprowadzić od jutra. To nie mogą być zmiany niemożliwe, bardzo trudne, albo takie, które nie zależą od Was.
Po trzecie – rozważ perspektywę drugiej strony. Czy to będzie w porządku dla Twojego męża. I nie mam na myśli tego, czy on ma ochotę coś zrobić czy nie, ale to, czy nie jest to przerzucenie na niego czegoś tylko dlatego, ze i Ty nie masz na to ochoty, albo czegoś, co go nie uszanuje. Jasne, są takie sprawy, na które nikt z nas nie ma ochoty, ale które trzeba robić. Umowa może wyglądać wtedy tak, że robicie to coś na przemian. Mam tu na myśli coś innego, a właściwie to nawet dwie kwestie. Pierwsza to to, że nie możesz wymagać od męża, że będzie robił coś, co będzie dla niego krzywdzące tylko dlatego, że Ty tego chcesz. Może chodzić na przykład o jego zachowanie wobec Twojej rodziny – niech całuje na powitanie wszystkich jej członków, bo u Ciebie się tak robi, a on bardzo tego nie lubi. Druga kwestia jest taka, że czasami nasza prośba może być dla kogoś zupełną nowością i na tę chwilę ktoś nie będzie na to gotowy, ale jeżeli damy mu czas, to w końcu się zgodzi i odnajdzie w tym radość.
Po czwarte – uważaj na to jak przebiega taka rozmowa. Nigdy nie prowadź jej w emocjach – coś właśnie się wydarzyło, Ty sobie przypomniałaś o tym artykule i właśnie teraz chcesz omówić kwestie drażliwe, a to wszystko dzieje się w kolejce do kasy! Aż mnie dreszcz przeleciał, jak to sobie wyobraziłam! Nie, nie, nie! Emocje (tu przeczytasz więcej) nigdy nie są dobrymi doradcami. Lepiej poczekać, aż opadną, przeanalizować sytuację, zaczynając od powyższego punktu pierwszego i przygotować się do tej rozmowy. Ważne jest używanie komunikatu typu ja – opowiadanie ze swojej perspektywy. Słyszałaś kiedyś o UFO? Nie, nie chodzi o kosmitów, a o Uczucia, Fakty i Oczekiwania, czyli pewien schemat rozmowy. Powiedz jak się czujesz, z jakiego powodu (fakty, a nie oskarżenia) i jak chciałabyś to zmienić, czego potrzebujesz. Czuje się bardzo dotknięta, kiedy proszę Cię o pomoc w przyniesieniu ciężkich zakupów, a Ty odmawiasz. Proszę Cię, żebyś pomógł mi następnym razem.
Po piąte – bądź otwarta na to co usłyszysz. Często wymyślamy jakiś sposób rozwiązania sprawy i uważamy, że jest jedyny słuszny i właściwy, ale tylko z naszej perspektywy. Wynika to często z ograniczeń, które ma każdy z nas, czasami są to emocje, czasami brak doświadczenia w jakiejś sprawie, a czasami zbyt krótki czas szukania rozwiązania. Ja już nie raz przekonałam się w moim życiu, że zdarzają się rozwiązania, których sama bym nie wymyśliła, a kończy się to zgodnie z porzekadłem „wilk syty i owca cała”. Pamiętaj tylko, że wszystko działa w dwie strony – mąż też może prosić Cię o jakieś ustalenia, bądź na nie otwarta.
Po szóste – daj czas sobie i mężowi ma wprowadzenie danych ustaleń. Bądź cierpliwa. Jak pisałam wcześniej, nie każdy od razu jest gotowy na zmianę. Najlepiej jest więc zaczynać od małych rzeczy. Jeżeli nie uda Wam się dotrzymać jakiejś umowy, to skwitujcie to „szkoda, że się nie udało tym razem, spróbujemy jeszcze raz”, a nie wielką awanturą. A nawet jeśli się zdarzy, to wybaczcie ją sobie i spróbujcie jeszcze raz. Pamiętaj, walczymy o JESZCZE LEPSZE MAŁŻEŃSTWO.
Po siódme – wyjdź z inicjatywą. Jeżeli widzisz, że coś dotyka Twojego męża w Twoim zachowaniu, zaproponuj coś, co możesz z siebie dać. W moim przypadku, jest to nieustanna walka o zmywanie naczyń. Jakoś tak wyszło (nie wiem dlaczego J), że to mój obowiązek, ale szczerze znienawidzony. Staram się jednak dawać z siebie 5 minut dziennie na to. Czasami uda mi się więcej, czasami proszę męża o wspólne 5 minut przy zmywaniu. I najczęściej wtedy mówię, że to dla mnie strasznie trudne i chcę, żeby uszanował, że daje z siebie naprawdę tyle ile mogę, choć wiem, że to mało.
Na co ja umawiam się z mężem?
Na stałe mamy umowę odnośnie podziału obowiązków – on sprząta, ja gotuję; ja robię zakupy, on wynosi śmieci; ja szykuję jedzenie dla gości, a mąż nakrywa stół. Bardzo często umawiamy się też na to jak będzie wyglądać weekend – czy zrobimy coś wspólnie, czy może gdzieś pojedziemy. Prawie za każdym razem, kiedy idziemy kogoś odwiedzić to umawiamy się, o której będziemy wychodzić w zależności od planów następnego dnia. Bardzo często umawiamy się na podział bieżących obowiązków – kto wiesza pranie, a kto opróżnia zmywarkę, albo nawet kto zdejmuje pranie, a kto wiesza, kto opróżnia górę, a kto dół zmywarki. Prawie zawsze przedstawiamy sobie plan na wyjście – na którą godzinę idziemy, o której chcemy wyjść, co mamy naszykować i zabrać, którym samochodem pojedziemy i kto będzie prowadziła, a często nawet jak się ubieramy. Umawiamy się na miesięczne wydatki na różne sprawy. Umawiamy się też, że w pewien sposób będziemy do siebie mówić lub nie będziemy. Umawiamy się także często na jakieś bieżące sprawy.
Ale wiecie co? Nie zawsze tak było. Ja musiałam nauczyć się tego, że ja tego potrzebuję i że w ogóle tak można. Dziś wydaje mi się to absolutnie oczywiste, ale kiedyś tak nie było. Teraz nauczyłam się, że jasne reguły życia są lepsze. To trochę jak z każdą grą czy zabawą – mogę grać bez przeszkód tylko wtedy, kiedy wiem jakie są zasady. Jeżeli umówię się z mężem, to oboje wiemy jakie są zasady, czego od siebie oczekujemy i czego możemy się spodziewać. Dziś widzę w tym same plusy, ale – przyznaję – bywało trudno. Najtrudniej to chyba zrozumieć, że nie zawsze ja mam rację, nie zawsze musi być po mojemu. Trudne bywa też wzięcie odpowiedzialności – bo muszę zaproponować rozwiązanie, może nawet dać coś z siebie. W takich momentach myślę jednak, że coś i tak się wydarzy, więc jeśli mogę zarządzić rzeczywistością na korzyść tego co dla mnie ważne, np. małżeństwa, to chcę to zrobić. To da się ogarnąć 🙂
A Ty na co umawiasz się z mężem? A na co jeszcze byś chciała? Pochwal się swoimi rozwiązaniami 🙂
A jeżeli uważasz, że ten artykuł może pomóc komuś w byciu JESZCZE LEPSZĄ ŻONĄ, to śmiało – podziel się nim!
źródło zdjęcia freepik.com




4 komentarze
Magdalena
Rozmowa to podstawa udanego związku/małżeństwa. Trzeba mówić o swoich potrzebach i oczekiwaniach, bo druga osoba nie zawsze musi je dostrzec. Trzeba rozmawiać i dochodzić do kompromisów. U nas na szczęście to było naturalne od samego początku I trwa tak już 8 lat 🙂 Niektórym mogło się to wydawać śmieszne, że wszystko że sobą konsultujemy, nawet najdrobniejsze sprawy, ale tworzymy rodzinę, tworzymy jedność i każda decyzja dotyczy nas obojga dlatego podejmujemy je razem. No, różnimy się czasami w jednej kwestii – wychowanie dziecka, bo ja jestem tą mama, bardzie wymagająca, a tata bardzie pobłażający, ale po trzech latach w tej kwestii już też działamy razem. Oczywiście w kwestii planów co do spędzania czasu poza pracą zawsze ustalamy razem, mąż nawet pyta się mnie „czy moze robić nadgodziny w pracy” 🙂 Co do obowiązków domowych? Od zawsze wszytko robimy wspólnie i lubimy to razem robić. No dobra ja ogarniam rachunki, ale również jest podział z czyjej wypłaty co opłacamy 🙂 Warto, a nawet trzeba rozmawiać!!!
Jeszcze Lepsza Żona
Serdecznie gratuluję!
Joanna
Najbardziej jestem dumna z mojej umowy mężem ja gotuje on zmywa bo nie cierpię zmywania? albo on płaci wszystkie rachunki i ogarnia kasę a ja w sumie to nic w zmian nie robię, no chyba że wydawanie kasy też się liczy?
Jeszcze Lepsza Żona
Wiadomo, że wydawanie kasy, to bardzo ważne i odpowiedzialne zadanie!