
Kto pyta, nie błądzi – moc pytań w relacji
Dziś chcę zachęcić Cię do refleksji na temat pytań, a dokładniej – pewnego ich zastosowania. A mianowicie zadawania pytania zamiast wydawania polecenia czy rozkazu. Punktem wyjścia do tych rozważań ma być szacunek do drugiego człowieka, nawet jeżeli jest to nasz podwładny lub dziecko. Relacje budowane w oparciu o obustronny szacunek zawsze są lepsze niż te oparte o strach, uległość lub siłę.
Przejdźmy zatem do tych pytań. O co tu chodzi? Zastanów się teraz przez chwilę, a nawet zrób test na mężu, jeżeli to możliwe. Jak się zachowujesz, kiedy chcesz, żeby Twój mąż w czymś Ci pomógł. Wołasz go i mówisz, chodź mi pomóc!!! Czy raczej zadajesz pytanie – możesz przyjść mi pomóc? Już? Zastanowiłaś się lub zrobiłaś test? I jak wyniki? Pytanie czy rozkaz? Zapytasz może, a co to za różnica? Odpowiem nieco przewrotnie – wyobraź sobie, że koleżanka z pracy chce pożyczyć od Ciebie książkę. Może powiedzieć „pożycz mi!” a może zadać też pytanie „mogłabyś mi pożyczyć tę książkę?”. Kiedy poczujesz się lepiej? A teraz pomyśl, że pewnie Twój mąż (czy każda inna osoba) czuje się tak samo. Zadawanie pytań zamiast wydawania poleceń ma wiele korzyści.
Pierwszą z nich jest to, że szanujemy wolność drugiej osoby – przecież miłość to też wolność. Chcemy, aby nasi bliscy byli z nami dlatego, że chcą, a nie dlatego, że są do tego zmuszeni. Wtedy nie byłaby to już miłość.
Druga korzyść z zadawania pytań to taka, że szanujemy potrzeby, emocje i samopoczucie drugiej strony – jeżeli pytamy o pomoc, to możemy usłyszeć również, że ktoś nie może dla nas tego zrobić, bo np. źle się czuje, albo akurat robi coś innego, dla niego bardzo ważnego. Czy możemy uznać, że nasze potrzeby są ważniejsze niż potrzeby innych? Czasami tak, ale tylko w stanach wyższej konieczności. Czym innym jest postawa, jaką przyjmuje druga strona (bo np. jej się nie chce czegoś dla nas zrobić), ale tu – patrz punkt wyżej – wolność. Ważne jest też to, że szanując i akceptując emocje drugiej strony, oszczędzamy nam wielu nieprzyjemnych chwil. Bo na przykład, jeżeli mąż jest zdenerwowany, a Ty akurat wydajesz jakieś polecenie, to ta jego złość może się skumulować na Tobie. A jeżeli zadasz pytanie, to pewnie mąż odpowie, że NIE MOŻE (!!!!) akurat Ci pomóc, bo jest wściekły. I Ty wiesz, że Twoja sprawa powinna poczekać, dla dobra ogółu 🙂
Może zainteresuje Cię też wpis o emocjach
Trzecią korzyścią jest to, że pozwalamy ponosić odpowiedzialność i konsekwencje – te dwie sprawy łączą się nierozerwalnie z wolnością. Jeżeli jestem wolna do podejmowania wyborów, to muszę wziąć za nie odpowiedzialność i ponieść ich konsekwencje. Jeżeli moją prośbę o pomoc formułuję przez pytanie, to ktoś może tej pomocy mi odmówić (w sumie ma do tego prawo), ale jeżeli jest to rzecz ważna na przykład dla naszego życia rodzinnego, to nieudzielenie pomocy ma swoje konsekwencje. Gdybym wydała polecenie, to w sumie tylko ja biorę odpowiedzialność za sprawę – kazałaś, to zrobiłem i już Twoja sprawa, co z tego wynikło. Kiedy zadaję pytanie, to ktoś podejmuje odpowiedzialność za swój wybór – pomoże lub nie – oraz konsekwencje tego wyboru. Taka postawa bywa dla nas czasami bardzo trudna, bo konsekwencje bywają nieprzyjemne, nie tylko dla osoby je wywołującej. Jednak – nie ma wolności bez odpowiedzialności. Sztuczne chronienie innych przed konsekwencjami ich działań jest bardzo szkodliwe.
Po czwarte, uczymy się cierpliwości i wyrozumiałości – bo czasami ktoś nie może nam pomóc. Być może nie jest w stanie, być może teraz jest zajęty. Czasami musimy na coś poczekać, dać komuś czas na podjęcie decyzji. Do niektórych decyzji przecież trzeba dojrzeć, wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć jakieś działania. To niekiedy wymaga czasu.
Piątą korzyścią jest to, pobudzamy w innych przekonanie, że mogą nam pomagać – jeżeli zadaję mężowi pytanie, czy może mi pomóc i on odpowie „tak, mogę”, to z jednej strony ja otrzymam pomoc, a z drugiej on zdobędzie przekonanie, że jest w stanie pomagać. Być może lepiej obrazowałby to przykład z dzieckiem. Jeżeli pytamy dziecko, czy może nam podać coś, co jest ważne, to zdobywa ono przekonanie, że jego uczynki są ważne i potrzebne. To buduje poczucie sprawczości, a to bardzo ważna sprawa!
Przyjrzyjmy się jeszcze bardziej nam samym – co pytania zmieniają w nas. Myślę, że jeżeli pytamy, to mamy w sobie inną postawę niż wydając polecenia (i nie mam tu na myśli pytania w stylu: „Możesz w końcu przyjść i mi pomóc, wołam od godziny!!!”) .Opiera się ona na szacunku do drugiej osoby, nawet tej niżej w jakiejś hierarchii. Asertywność (którą ostatnio odkrywam) zakłada właśnie szanowanie innych ludzi, bez względu na to, czy ich emocje, poglądy i opinie są zgodne z naszymi. Zakłada oczywiście również intencjonalny brak krzywdzenia innych i prawo do obrony, jednak zawsze z szacunkiem do godności drugiego człowieka. Oceniamy jego zachowania, a nie jego samego.
Dobrze jest po prostu wyrobić sobie nawyk szanowania innych, zwłaszcza najbliższych. Mój tata zawsze powtarzał, że w domu jesteśmy naprawdę sobą. W innych miejscach możemy trochę udawać, traktować innych lepiej, bo musimy robić to tylko przez chwilę. W domu możemy zachowywać się swobodniej, czyli niestety czasami gorzej. Chcesz tego dla swoich bliskich? Traktować ich gorzej niż „obcych”? Przecież my też chcemy być traktowane zawsze i wszędzie z szacunkiem. Zdarzyło się kiedyś, że Twój mąż podjął jakąś ważną decyzję bez porozumienia z Tobą? Jak się wtedy czułaś? Wydając polecenia w zasadzie robisz to samo – decydujesz co ktoś (mąż) ma zrobić, bo Ty tak chcesz. Oczywiście są sprawy niecierpiące zwłoki i takie, które wymagają natychmiastowej reakcji, ale są to nadzwyczajne okoliczności, zapewne niezdarzające się aż tak często.
Oczywiście, każdy ma prawo prosić oraz odmówić. Oczywiście, postawa miłości wobec męża, czy żony często polega właśnie na tym, że robimy rzeczy, na które nie mamy ochoty, albo które są trudne, właśnie w imię miłości, dobra małżeństwa, dzieci, rodziny, czy nawet naszego własnego. Ale nigdy nie powinny być to sprawy, które nas krzywdzą. I mam tu na myśli krzywdę fizyczną lub psychiczną, a nie niewygodę, dyskomfort czy zmęczenie i trud. Życie składa się też z tych mniej przyjemnych i trudnych spraw, ale większość z nich nas nie krzywdzi. Powinniśmy przecież dążyć do tego, żeby nasza miłość, nasza relacja stawała się jeszcze lepsza, wciąż się rozwijała. Powinniśmy świadomie pracować nad tym, aby pomagać sobie z pokładów motywacji wewnętrznej – dlatego, że chcę, że jest to zgodne z moimi wartościami, bo uznaję to za ważne dla mnie, a nie dlatego, że muszę, bo chcę mieć „święty spokój”. Pytając możesz właśnie pobudzić siebie i innych do pomagania z własnej woli, a nie z przymusu. Sama też możesz pielęgnować w sobie chęć pomagania innym z powodu swojej miłości do nich. Na pewno sprawi to, że będziesz JESZCZE LEPSZĄ ŻONĄ, siostrą, matką, kobietą.
Jakie widzisz korzyści z proszenia w formie pytania, zamiast wydawania poleceń? Masz ochotę wypróbować? Zachęcam serdecznie 🙂
A jeżeli uważasz, że ten artykuł może pomóc komuś w byciu JESZCZE LEPSZĄ ŻONĄ, to śmiało – podziel się nim!
źródło zdjęcia freepik.com




5 komentarzy
Krzysiek - Prawdziwy Sukces
Dobra robota! Temat niby znany, a jednak przedstawiłeś go w świeży sposób. Gratulacje!
Dominika
Dzisiaj wypróbuję ☺️ bardzo wartościowy wpis!
Jeszcze Lepsza Żona
Próbuj, próbuj, aż wejdzie Ci w krew 🙂
Dziękuję za miłe słowo.
Joanna
Tą metodę zadawania pytań stosuje też w pracy i też się sprawdza? a będąc z drugiej strony to sama dużo chętniej się czegoś podejmuje gdy mnie ktoś poprosił a nie nakazał. Tak więc podpisuje się pod tym obiema rękami i polecam?
Jeszcze Lepsza Żona
Tylko, że to trudna sztuka 🙂